Bratysława 2 i koniec wakacji

18443908_208882809628363_4445399144017690624_n

 

W maju wybrałam się na kilka dni do Bratysławy. Zatrzymałam się u ukochanych N. i M. To kolejny raz, kiedy wracam do miasta, w którym kiedyś mieszkałam. Piękne uczucie, ale trzeba uważać na sentymenty.

Spędziliśmy piękne dni. Od razu po przylocie zabrano mnie na wycieczkę do Trnavy. Nigdy tam nie byłam, za to J. kiedyś wybrał się przypadkiem, w drodze do innego miasta. Trafiliśmy na targ, ale nie z warzywami, tylko z rękodziełem, ubraniami, food truck’ami i innymi naciągaczami 😉 Z Natalią podziwiałyśmy torebki, z M. skubaliśmy wafle z KMINKIEM. Tak tak, wróg numer 1 Polek i Polaków! Mój pierwszy chleb na Słowacji to wspomnienie kminkowego smutku. Wafle jednak jadłam ze smakiem, wygłodzona po długiej podróży. Wstąpiliśmy też na obiad, gdzie królowały szparagi i kofola. Następnie kawa i ciastko w cudnej kawiarence, a wieczorem wizyta w naszej ukochanej restauracji. To tam właśnie poczułam, że tyle się zmieniło. Zawsze przychodziłam tam z domu, jako mieszkanka Bratysławy. Po plotkach wracałam do domu i czytałam angielskie książki, marząc o Londynie.

Cudownie jest zatrzymać się u przyjaciół, którzy dbają o to, byś czuła się jak najlepiej. A więc: wieczorem Wujek Marian podawał pyszne drinki, a N. zabierała w nowe miejsca w BA. Tak właśnie trafiłyśmy do Fachu, gdzie jadłam najlepszy chlebek bananowy. Wizyta stała pod znakiem kawy i ciast. Co jedne to lepsze. No i wieczornym spacerów po BA, która wygląda jak włoski kurort! Tłumy przy stolikach kawiarnianych, widać, że ludzie lubią relaksować się po pracy przy kieliszku wina czy dobrym steku. BA robi się coraz przyjemniejszym miejscem do życia. Przybywa nowych kawiarni i restauracji, w księgarniach to samo, co w Londynie. Nie do końca to doceniałam, mieszkając na Słowacji, ale usprawiedliwiała mnie moja trudna sytuacja uczuciowa 😀

Z podziwem patrzyłam na pogodnych N. i M. Mimo trudności (dzieciaki są super i jestem absolutnie w nich zakochana, ale wiadomo – męczą. Nawet moja Mama przyzna!) starali się, żebym jak najlepiej wykorzystała swój pobyt i poświęcali mi dużo czasu. Starałam się chociaż trochę ich odciążyć – nie wiem, czy to dobre słowo – i jak to ciocia – organizowałam mini zabawy. Nie wiem, czy mam talent do tego, ale D. wyglądał na zainteresowanego śpiewającą ciężarówką, a MN co chwila chciała pokazywać mi swoje mapy. Czułam się jak w domu (mam nadzieję, że N i M nie przestraszą się – na razie nie grozi Wam zamieszkanie ze mną :D) i po powrocie dopadł mnie smutek podobny do tego, który przychodzi po rozstaniu z kimś niezastąpionym. Nie da się również nie wspomnieć o cudownych kolacjach i śniadaniach – nigdzie kanapki nie smakują mi tak, jak u nich w domu. To chyba znak, ze trafiłam do domu dobrych ludzi.

Dzień po powrocie do Londynu dostałam pracę. Nigdy nie myślałam, że tak bardzo można się cieszyć właśnie z tego powodu. Pracę zawsze znajdowałam bardzo szybko, sama przychodziła do mnie. Teraz jednak zajęło to 1,5 miesiąca. Niby nie długo, ale dla mnie bardzo. Bezrobocie jest fajne przez pierwsze dni – można dłużej spać, chodzić na wystawy, pić kawę w spokoju patrząc na tłumy wpadające do kawiarni na lunch, jedzące w biegu marną sałatę i bułę i rozmawiające o pracy. Potem jednak błogość zamienia się w niepokój, rosnący wprost proporcjonalnie do upływu gotówki z konta. Czasem w desperacji podejmuje się różne decyzje (ja wysyłałam CV nawet do kawiarni i przepisywacza hip hopowych piosenek, wściekła po kolejnej nieudanej rozmowie kwalifikacyjnej). Długi proces rekrutacyjny może nieźle obniżyć nam poczucie własnej wartości, nagle wydaje nam się, że nie pasujemy nigdzie, a wszystkie nasze wcześniejsze dokonania są bez wartości. Oczywiście to nieprawda i trzeba po prostu zacisnąć zęby i próbować dalej. No ale – łatwo powiedzieć. Na szczęście jestem spowrotem w biurze i bardzo mnie to cieszy.

Publicités

Une réflexion sur “Bratysława 2 i koniec wakacji

  1. Tak się nie robi! Wzruszyłam się!… ❤
    A to chyba rzeczywiście tak właśnie miało być – ostatnie dłuższe wakacje przed złapaniem nowego rytmu (i wiatru w żagle :)). Byle tylko nie na zawsze ostatnie, czekamy na następny przyjazd!!!

    Aimé par 1 personne

Laisser un commentaire

Entrez vos coordonnées ci-dessous ou cliquez sur une icône pour vous connecter:

Logo WordPress.com

Vous commentez à l'aide de votre compte WordPress.com. Déconnexion / Changer )

Image Twitter

Vous commentez à l'aide de votre compte Twitter. Déconnexion / Changer )

Photo Facebook

Vous commentez à l'aide de votre compte Facebook. Déconnexion / Changer )

Photo Google+

Vous commentez à l'aide de votre compte Google+. Déconnexion / Changer )

Connexion à %s