Dlaczego lubię Londyńczyków

 

Siedzę sobie w kawiarni i popijam matcha latte. Wokół jak zawsze tłumy, jest pora lunchu. Myślę sobie o mieszkańcach tego miasta. Czy w ogóle istnieje ktoś taki jak « prawdziwy Londyńczyk »? Może mój chłopak, urodzony i wychowany w Londynie. Większość wzięła się skądś, jak ja.

Warszawiacy (i znowu – kto jest prawdziwym Warszawiakiem, oczywiście poza mną?) są zabiegani, dobrze ubrani i bardzo cisi. Mieszkańcy Bratysławy – lubią zaczepić nieznajomego i pogadać. Są też pomocni i w jakimś sensie « solidarni » (np. wspólne narzekanie na korki czy spóźnione autobusy). Paryżanie jacy są, każdy wie. Aroganccy i piękni. Czasem niedomyci. Ale z charakterem. Lubią obgadywać innych i komentować ich odchyły od « przeciętności », np. kiedy ktoś ośmieli się zjeść kanapkę na ulicy poza porą lunchu. Lubię ich w filmach i raczej na sporą odległość.

Londyńczycy zajmują w moim prywatnym rankingu od niedawna pierwsze miejsce. To najmniej kłopotliwa populacja, z jaką zdarzyło mi się mieszkać. Powody:

  • Nikt na nikogo nie patrzy. Uwielbiam to. Nic nikogo nie obchodzi. Czuję się tu komfortowo. W Paryżu, mimo statusu i ogromu tego miasta, wyczuwałam jakąś atmosferę zaściankowości i małomiasteczkowości. Ludzie brzydko mówiąc gapili się na siebie nawzajem i komentowali zachowania innych. Tutaj tego nie ma. Nikt nie patrzy się  na ciebie, kiedy jesz, robisz zdjęcie swojej kawie, idziesz w podartych jeansach. Tutaj wreszcie nie wstydzę się sama iść na lunch czy przesiadywać z laptopem w kawiarni. Nikogo nie obchodzę. Jak cudownie!
  • Są sprawni w środkach transportu. Nikt nie stoi po lewej stronie ruchomych schodów, nie pcha się do wagonu, zanim inni wysiądą (ok, zdarza się). Musieli się tego nauczyć, inaczej każda podróz metrem kończyłaby się katastrofą i tratowaniem innych.
  • Kolejki! Ukochane kolejki! Londyńczycy z kolejek uczynili sztukę. Równe, zgodne, spokojne. I pojedyńcze. Formowania kolejek nie nauczyli się jeszcze mieszkańcy Bratysławy (sławne 498249 kolejek na lotnisku do kontroli paszportowej), Warszawiacy już lepiej (bo miasto większe i po prostu trzeba się umieć ogarnąć). W Paryżu klapa, wpychanie się przed kogoś to dla nich sztuka. A tu, jeśli staniesz w kolejce, wiesz, że nik cię nie okłamie. Nie musisz zerkać nerwowo na boki. Łamacze kolejek są surowo karani i spada na nich społeczne potępienie.
  • Sławna angielska grzeczność, którą zachwycają się turyści (wiadomo, że sztuczna i « sorry » czasem oznacza gorsze przekleństwo, niż słowo na F), ma sens. Dajesz osobie, którą potrąciłeś (albo która potrąciła ciebie) znać, że wiesz o jej istnieniu i radzisz jej jak najszybciej się oddalić. Szybkie i grzeczne, ale bezpłciowe interakcje uliczne potrafią poprawić humor na resztę dnia. No i milej jest, kiedy ktoś przeprosi za zdeptanie ci nowej pary New Balance zamiast po raz drugi bezczelnie przejechać walcem po stopach
  • Styl. Nie mówię, że wszyscy są stylowi i dobrze ubrani, ale często można zainspirować się « modowo » oglądając sobie przechodnów i ich ciuchy. Połączenia, które kiedyś wydawały mi się nieładne (np. dłuuuuuugi płaszcz, podarte jeansy i adidasy) uważam teraz za ok. No i można spokojnie chodzić w kolorowych legginsach po ulicy, a nawet wejść w nich na kawę do raw kawiarni obok siłowni.
Publicités

6 réflexions sur “Dlaczego lubię Londyńczyków

  1. Jest początek maja, zaczyna zmierzchac. Przeczytawszy Basiną notkę ( jak piszę słowo Basiną mam wrażenie, że jesteśmy przed jakimś rozlozystym domem z bielona fasada w stylu dworkowym i ze jest sierpien, jabłka sa bardzo dojrzałe) wdałam się z autorką w dyskusję na messengerze na temat mody w europejskich stolicach. Kontynuuję tutaj.
    Zacznę od słów mało patriotycznych, ale jakże z mojej strony szczerych. Gdybym nie mówiła tego, co myślę, nie byłabym w końcu sobą. Jeżeli miałabym oceniać miasta europejskie na podstawie doświadczeń własnych, w punkcie MODA i STYL nie dostalibysmy wysokiej lokaty. Wielokrotnie się nad tym zastanawiałam, dlaczego prowadzimy taki smętny modowy zywot. Gdy zaczynalam ten temat najczesciej bylam zbywana -Nie wiem, Blanka ( mowione przeciaglym tonem, szczegolmie Blanka, co oznaczało- porozmawiajmy oczyms bardziej interesującym i istotnym, np. Czy myślisz, ze jak X mnie przedstawil kolegom to mu zależy?) lub – Bo my jesteśmy jednak biedniejszym społeczeństwem Blanka ( mówione tonem konczacej dyskusje irytacji i akompaniowane spojrzeniem – Blanka, ale masz problemy). Mimo to ja i tak postaram sie to rozgryzc, kto chce niech pomaga!
    1. No dobrze, wiec zacznijmy od tych pieniędzy, których Polakom tak brak w porownaniu z narodami tego Swiata. Czy dobry ubior jest zalezny od zasobności naszych portfeli? W jakiejs czesci na pewno, chociaaby dlatego, ze kupujac u Diora cxy Givenchy trudno calosc sknocic ( choc i tak sie zdarza). Lepsze, szlachetniejsze materiały to polowa sukcesu. Trudno wyglądać mizernie w kaszmirach, szynszolywch etolach, diamentowych kolczykach i dzierzac torebkę z krokodyla. Zly dobior komponentów z tej polki grozic moze co najwyżej wygladem a la bogaty freak lub bardzo luksusowa prostytutka. Tym niemniej wciaz jest luksusowo i wszyscy sie ciesza.
    Jednak w stolicach europejskich ulica nie jest ubrana w szynszyle i krokodyle. No dobrze, wkec w co? W len, kaszmir i popelinę? Nie wszędzie, chcoiaz rzeczywiscie polnocna część lubi te « uczciwosc » materiału. Jest tam zdecydowanie wiecej tych minimalistycznych osobnikow, ktorzy odziani w len, jedwab i kaszmir w jednej ponurej tonacji chwala prostote zycia. Zakladaja skorzane sandały kupione na targu w Tangerze i pijac wywar z topinambura wsiadaja do Tesli

    Aimé par 1 personne

  2. Chyba nie mam jakichś ulubionych mieszkańców stolicy (poza tym, że do mieszkańców stolic podchodzę z dużą ostrożnością, bo czasem nie znają świata poza swoją stolicą; wybacz, B., to nie dotyczy Ciebie ;)), ale zdecydowanie zgadzam się z punktem pierwszym i ostatnim :). To samo mnie urzekło podczas ostatniej wizyty! Zwłaszcza kwestia inspiracji modowych – tak wielka różnorodność, że naprawdę można w tym przebierać i wypatrzeć coś dla siebie :). Nawet pomyślałam sobie, że fajnie byłoby porobić takie « miejskie zdjęcia » – w ruchu, w stylowym ubiorze, w codzienności :). Fajny wpis! 🙂

    Aimé par 1 personne

  3. Jest początek maja, zaczyna zmierzchac. Przeczytawszy Basiną notkę ( jak piszę słowo Basiną mam wrażenie, że jesteśmy przed jakimś rozlożystym domem z bielona fasada w stylu dworkowym i ze jest sierpień, jabłka są bardzo dojrzałe) wdałam się z autorką w dyskusję na messengerze na temat mody w europejskich stolicach. Kontynuuję tutaj.
    Zacznę od słów mało patriotycznych, ale jakże z mojej strony szczerych. Gdybym nie mówiła tego, co myślę, nie byłabym w końcu sobą. Jeżeli miałabym oceniać miasta europejskie na podstawie doświadczeń własnych, w punkcie MODA i STYL nie dostalibysmy wysokiej lokaty. Wielokrotnie się nad tym zastanawiałam, dlaczego prowadzimy taki smętny modowy zywot. Gdy zaczynalam ten temat najczesciej bylam zbywana -Nie wiem, Blanka ( mowione przeciaglym tonem, szczegolnie Blanka, co oznaczało- porozmawiajmy oczyms bardziej interesującym i istotnym, np. Czy myślisz, ze jak X mnie przedstawil kolegom to mu zależy?) lub – Bo my jesteśmy jednak biedniejszym społeczeństwem Blanka ( mówione tonem konczacej dyskusje irytacji i akompaniowane spojrzeniem – Blanka, ale masz problemy). Mimo to ja i tak postaram sie to rozgryzc, kto chce niech pomaga!
    1. No dobrze, wiec zacznijmy od tych pieniędzy, których Polakom tak brak w porównaniu z narodami tego Świata. Czy dobry ubior jest zalezny od zasobności naszych portfeli? W jakiejs czesci na pewno. Trudno sknocić całość kupując u Diora czy Givenchy( choc i tak sie zdarza). Lepsze, szlachetniejsze materiały to polowa sukcesu. Nie można wyglądać mizernie w kaszmirach, szynszlowych etolach, diamentowych kolczykach i dzierżąc torebkę z krokodyla. Zły dobór komponentów z tej polki grozić moze co najwyżej wygladem a la bogaty freak lub bardzo luksusowa prostytutka. Tym niemniej wciąż będzie luksusowo i wszyscy będą się cieszyć.
    Jednak w stolicach europejskich ulica nie jest ubrana w szynszyle i krokodyle. No dobrze, wiec w co? W len, kaszmir i popelinę? Nie wszędzie, chcoiaz rzeczywiscie polnocna część lubi te « uczciwosc » materiału. Jest tam zdecydowanie wiecej tych minimalistycznych osobnikow, ktorzy odziani w len, jedwab i kaszmir w jednej ponurej tonacji chwala prostote zycia. Zakladaja skorzane sandały kupione na targu w Tangerze i pijac wywar z topinambura wsiadaja do Tesli. A nawet jak nie do Tesli, to pod względem estetyki ubioru wyglądają dobrze.
    A co z Paryżem? Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu tam nie ma tak dużo lnu, kaszmiru i popeliny. Zanim znalazłam się w Paryżu, długo żyłam jego legendą. Legendą pełną czerni,Givenchy i Chanela, pereł, dymu z papierosów, naszyjników od Cartier i bardzo drogich perfum o ciężkich nutach. Tymczasem Paryżanie lubują się ubraniach kupionych na prędce w sieciówkach przy Rivoli. (tak, tak, tych samych, co przyciągają podróżnych relacji Małkinia- Dw.Centralny w Złotych Tarasach!). Dlaczego więc to nie nasz a ich strój, znoszony i obowiązkowo czarny, jest STYLOWY?

    2. Styl. Właśnie, może to nie brak pieniędzy, ale brak stylu jest przyczyną degrengolady modowej w Polsce (no dobrze, nie ma aż takiej degrengolady modowej, ale perfekcyjnie też nie jest, dlatego dla potrzeb tekstu będę używać tych bardziej chwytliwych sformułowań). Wychodząc z założenia, że Francuzom się udało z tanią bawełną fabrique en chine to dlaczego nam nie? Dlaczego brakuje nam lekkości w łączeniu fasonów, aroganckiej finezji zrobionych na prędce uczesań? Winowajcą może być brak aż tak ogromnego jak francuskie zaplecza kulturalno-artystycznego. Podczas, gdy oni huśtali się w wymyślnych pantalonikach na rokokowych huśtawkach, kąpali w tureckich łaźniach, pili absynt, zaglądali w swoje sny i uczyli się rysunku w Akademii – wszystko, żeby potem przelać na płótno i paść tym nowe pokolenia- myśmy szykowali się do powstań, planowali kolejną dywersję lub byli zsyłani na Syberię. Prawie tak smutne, jak Rzeźnia nr 5 więc mogę napisać- ZDARZA SIĘ. Potem było jeszcze gorzej, łapanki, tajne komplety, potem, był tylko pył i kurz i gruzy. A potem był PRL. Bo winna była mama, mamy to był błąd…

    3. W Paryżu poznałam dużo Włoszek, które były miłe, lubiły robić pikniki na ulicy z winem i pastą Speculos( kiedy indziej napiszę o włoskiej fascynacji pastą Speculos, czyli « poznać i pokochać smak piernika ») i były bardzo dobrze ubrane. Hiszpanki z resztą też. Dlaczego ah dlaczego? Na pewno po ich stronie jest pogoda. Ciężko być stylowym, skoro nie dość, że ma się na koncie PRL, nie jeździ się do Tangeru po paszminę i sandały, to jeszcze mieszka się w kraju, gdzie są trzy ciepłe miesiące w roku. Konsekwencje są okrutne : wygląda się, jak bałwan przez pierwszych dziewięć, przez kolejne dwa jest się bladym lub lekko różowym, nie ma się brzoskwiniowej karnacji i orzechowych loków i w dodatku, jak przychodzi wrzesień nie potrafi się łączyć szpilek z płaszczem. Włoszki i Hiszpanki wspaniale łączą buty z okryciem wierzchnim – nic dziwnego, nie muszą nosić rajstop, buty są zmysłowo ukazujące stópkę, stópkę mają małą i drobną i cały czas jest ciepło, co skutkuje całorocznym ćwiczeniem rozmaitych kombinacji. A Polki? Też ćwiczą kombinację. Ze śniegowcami. Jak mają pecha, to nawet we wrześniu.

    4. A może to wcale nie jest wina pogody, zabitego pożogą znoju stylu czy braku pieniędzy? Mój dziadek mawiał, że winni są najeźdźcy, którzy w okresie 1939 i dalej rozpoczęli czystkę polskiej inteligencji i rozpoczęli nabór z miasta Wąchock na ważne urzędy państwowe. Ale fakt, zgadzam się Basią – jest postęp. Gdzieś tam coś się przedziera omijając wąchockie mielizny. Kultura zaczyna kiełkować. Jeździmy do Tangeru nawet czasem. Jest nadzieja, wyjdziemy kiedyś na prostą.

    J'aime

  4. A i cieszy mnie fakt, że zarówno Basia jak i moja przedmówczyni Natalia zgadzają się z punktem 1 !!! Zawsze miałam wrażenie,że Francuzi na widok jakiejś większej oryginalność chichoczą, jak panna Marysia ze wsi Chrząszczowice po zobaczeniu zdjęcia z odleglych krain w XIX wieku. Ale oni chyba tak zawsze, czytając krytykę Salonów z końca XIX wieku. Wtedy – szarlataństwo, teraz szczyt list w Sotheby. Zdarza się.

    Aimé par 1 personne

  5. Jak zawsze piękny komentarz, Pasiaku. Zgadzam się oczywiście. Moim zdaniem najwięcej zawiniły szare czasy komunizmu. A co do Francuzów, też nie wiem, jak udaje im się tak dobrze wyglądać w kiepskiej jakości ubraniach. U mnie na uczelni przeważał jeden styl – granatowe jeansy i czarne bluzki z dlugim rękawem. Do tego plecak Eastpak, który Francuz każdy posiada od przedszkola do emerytury. Czasem jakieś szaleństwo pod postacią cieni do powiek albo ramiączek, ale ogólnie rządził styl jednolity.

    J'aime

Laisser un commentaire

Entrez vos coordonnées ci-dessous ou cliquez sur une icône pour vous connecter:

Logo WordPress.com

Vous commentez à l'aide de votre compte WordPress.com. Déconnexion / Changer )

Image Twitter

Vous commentez à l'aide de votre compte Twitter. Déconnexion / Changer )

Photo Facebook

Vous commentez à l'aide de votre compte Facebook. Déconnexion / Changer )

Photo Google+

Vous commentez à l'aide de votre compte Google+. Déconnexion / Changer )

Connexion à %s