Świąteczne pustki

20161211_130712

Okres przedświąteczny od zawsze skłaniał mnie do nostalgii bardziej niż do odczuwania radości. Szał. Jedyne słowo, którym można określić to, co dzieje się w świecie tzw. social media. Od końca października szał. Prezenty, dekoracje, zakwasy, wyranbianie z połową kraju ciasta na pierniki. I myślę sobie – czy oni na serio tak? Czy wszyscy kochają święta poza mną? Czekam tylko, aż ta gorączka się skończy.

Już kiedy byłam w szkole, odczuwałam tę przedświąteczną pustkę. Kończyły się lekcje, jakaś mniej lub bardziej oswojona rutyna i nagle dostawałam gratis kilka wolnych dni. Nie wiedziałam, co zrobić. Wszyscy rozchodzili się do swoich zajęć, a ja robiłam podsumowania – że to i to mogłam zrobić inaczej. Teraz też. Okres przed świętami skłania mnie do jeszcze większej niż normalnie melancholii. Bo nagle wszystko się wycisza. Myślę o tym, co było.

Wczoraj z N. odkryłyśmy wspaniałą restaurację. Doszłam po raz kolejny do wniosku, że dobre jedzenie hipnotyzuje. Uznałyśmy obie, że najgorsze, co mężczyzna może zrobić kobiecie, to ją zawodzić. Co z tego, że raz na jakiś czas pojawiał się z orkiestrą, butelką szampana, własnoręcznie zrobioną kolacją. Co z tego, że nosił na rękach, stawiał lodowatą wódkę w klubie wszystkim jej koleżankom, mył mopem jej podłogę, rano w skacowaną bardzo niedzielę robił uzdrawiający rosół. Co z tego, że był jej panem domu, w stroju ludowym wywijał z nią szalone tańce. Co z tego, skoro go nie było, kiedy ona go potrzebowała.

UPDATE—-

Już po Świętach. Zmieniłam zdanie. Było pięknie. Tej gorączki nadal nie lubię, ale te dni, z odpowiednim nastawieniem mogą być piękne. Jeśli ktoś chce górę pierniczków, proszę bardzo, warto zacząć już na początku grudnia. U nas było jak zawsze – bez zadęcia. Tak jak lubię. Kilka dobrych przysmaków, prezenty. 25/12 zamiast wizyty u nielubianej ciotki i spin przy stole poszłam z Mamą do kawiarni na pl. Konstytucji, nasze rej0ny, nasze miasto. Doceniam wolność, jaką daje mi moja rodzina. Nikt nie czuje się do niczego zmuszony, nie ma godzinnych biesiad przy suto zastawionym stole. Czasem każde z nas chce posiedzieć samotnie, w spokoju, pomyśleć. I tak chcę, i do tego przywykłam, i tego wymagam.

Po świętach było jeszcze milej – odwiedziła mnie Mama. Każdy wie, że nie ma to jak Mama. Ogarnęła mieszkanie, gotowała (ja też!), zwiedzałyśmy Bratysławę i wpadłyśmy z nieoczekiwaną wizytą do przyjaciół rodziny na Kapitulską 2. Szaleństwo. Następnie była wizyta męża i najbardziej « dziadkowy » sylwester – o 23 zasnęliśmy, obudził nas telefon o północy. Nigdy nie przepadałam za imprezami sylwestrowymi, nigdy się na nich dobrze nie bawiłam. Do dziś jedną z moich ulubionych jest nieplanowana, spontaniczna « impreza », którą urządziliśmy sobie z moim pierwszym chłopakiem – poszliśmy do miasta po wór słodyczy (gumy, czekoladki, żelki, churrosy – cała akcja miała miejsce w zachodniej Francji – i jedliśmy je w łóżku oglądając filmy. Nie mieszkam już w Paryżu, nie jem już cukru, od 4 lat nie widziałam tamtego chłopaka, ale zamiłowanie do mini-imprez bez brokatu mi pozostało.

Czasem myślę, co spowodowało, że nigdy nie odnalazłam się w Bratysławie, nigdy nie byłam tu sobą. I chyba wiem – samotność. Trochę z wyboru, trochę z lenistwa, trochę oczywista – bo nie jest już łatwo budować relacje, mając kogoś, w dodatku kogoś bardzo daleko. Związek na odległość pochłania bardzo dużo czasu. Telefony, spotkania. Nie ma czasu na pielęgnowanie innych « relacji ». Na szczęście mam tu N., z którą mogę wyjść, zjeść, odkryć nowe miejscówki, porozmawiać. Nasza znajomość to jak typowy internetowy romans – ja zagadałam, ona odpisała, po kilku miesiącach korespondencji umówiłyśmy się w kawiarni. Niestety okazało się, że ma męża (heheh). Nie wiem, co bym tu bez niej zrobiła.

Nie robiłam za wielu podsumowań minionego roku. Ne pewno upłynął pod znakiem ciągłych podróży. Nie pamiętam już, ile razy leciałam do Londynu. 20? 18? Tam właśnie spędziłam najlepsze chwile 2016 r. Trochę czytałam, trochę kupowałam (już nie tyle, co rok temu, bardziej z głową). Starałam się zdrowiej odżywiać, kompletnie wykluczyłam cukier, nawet ćwiczyłam. I zdecydowanie za dużo oglądałam filmików o makijażu. I za dużo latałam samolotem. Nic to wszystko, najgorsze zaniedbanie – ani razu nie byłam w Paris.

 

Publicités

2 réflexions sur “Świąteczne pustki

Laisser un commentaire

Entrez vos coordonnées ci-dessous ou cliquez sur une icône pour vous connecter:

Logo WordPress.com

Vous commentez à l'aide de votre compte WordPress.com. Déconnexion /  Changer )

Photo Google+

Vous commentez à l'aide de votre compte Google+. Déconnexion /  Changer )

Image Twitter

Vous commentez à l'aide de votre compte Twitter. Déconnexion /  Changer )

Photo Facebook

Vous commentez à l'aide de votre compte Facebook. Déconnexion /  Changer )

w

Connexion à %s