London calling.

14712006_328702474159166_5498862228390019072_n1

Po trzech (ciężkich) tygodniach bez Męża, w końcu doczekałam się jego wizyty. Przyleciał na moje urodziny, przyleciał, bo już nie miałam siły czekać. Cudowne dni wypełnione spokojem, dobrym jedzeniem i szczęściem. Ukryte w zakamarkach prezenty, cynamonowa świeczka, Harry Potter czytany na głos przy świeżej mięcie w kawiarni, której do tej pory nie znaliśmy. Produkowałam jedną z drugą domową pizzę, upiekłam kilka tart. Zostaliśmy zaproszeni na rocznicę ślubu mojej ukochanej N. (i ukochanego M. ale nie napiszę tego, bo znów narażę się na żarty o żonatym mężczyźnie i randce w teatrze :D) Było przemiło. Śmieszy mnie to nadal – poznałyśmy się dzięki jej blogowi (a nie mam z zwyczaju zawierać znajomości w Internecie), a rok później świętowałam ważny dla niej dzień z innymi bliskimi jej ludźmi.

W sobotę wieczorem nastąpiła również moja kulminacja niezadowolenia związana z rozłąką i sytuacją taką, jaką mamy. On nie mówił nic, ja próbowałam brzmieć sensownie, ślizgając się ciągle na liściach. Następnego dnia podjęliśmy decyzję. Chociaż nie, bo decyzja była już dawno, pomiędzy wyprawą autobusem (na górnym piętrze) w kierunku Liverpool Street, a spacerem po City. Nie tyle podjęliśmy, co sformalizowaliśmy.

Londyn.

Przyszedł taki czas, że nie mam siły dłużej czekać. Czytam czasem historie par żyjących w związkach na odległość. « Między nami jest 10,000 km, widujemy się raz na pół roku », « Między nami 15 godzin różnicy, kiedy on śpi, ja wstaję », « Jesteśmy razem dwa lata, jeszcze się nie widzieliśmy, ale wierzę w nas! », « Widzimy się już za dwa miesiące na dwa dni! ». I pieprzę te historie. I pieprzę odległość. Nie mam już siły. Mam dosyć samotności, telefonu, rozmów. Bardzo piękne i motywujące są historie tych osób, gratuluję im cierpliwości i szczerze, bardzo szczerze współczuję. Nauczona dłuuugim doświadczeniem wiem, że w pewnym momencie trzeba sobie zadać pytanie: Co robimy dalej? I trzeba znaleźć na nie odpowiedź. Albo ktoś z czegoś rezygnuje i wyjeżdża. I staramy się razem coś zbudować, coś więcej, niż rozmowę przez telefon, jakąś namiastkę związku, frustracje i lęki, które towarzyszą odległości. Albo – każde idzie w swoją stronę. Radykalne, ale trzeba nam tego było. W Bratysławie, poza Natalią (no i moim teatralnym partnerem), nie mam nikogo. Nic mnie tu nie zatrzymuje. Nie mam pracy, którą darzę szczególną miłością. Kiedy myślę, czego by mi brakowało… Tylko naszych kaw chyba. Lubię też lotnisko, kiedy ja lecę do Londynu, albo kiedy czekam na jego przylot. Lubię kilka miejsc. Mój widok za oknem. I jogę.

Koniec października był piękny. Nie zimno. I kolorowo. Słońce jesienne, liście. Złoto za oknem. To moja ulubiona pora roku. Bo już mam ochotę na herbatę wieczorem. Bo już mogę palić świeczki. Bo już mogę założyć gruby, biały sweter. Bo już widać pajęczyny wiszące między drzewami. Bo mieliśmy cudne spacery, takie leniwe i przepełnione jesiennym szczęściem. Tak krótko trwa jesień, taka właśnie. Lato się dłuży cały rok, zima też. Jesień trwa kilka dni – trzeba wiedzieć, kiedy. Czekam na nią tak jak normalni ludzie czekają na lato. W tym roku zdążyłam też na sezon dyni. I przerabiałam je na wszystko, co się da – tarta, zupy, zupy jeszcze więcej. Dynie są piękne, kupuję je prawie codziennie. A po słonecznym końcu października nadchodzi mój ulubiony miesiąc – listopad. Miesiąc szaleństw.

Mieliśmy przepiękne dni końcowo-październikowe. Jeździliśmy autobusem 202. Piliśmy dużo herbaty. Bo tak lubię. Bo lubię być z nim. Bo lubię, kiedy wcześnie robi się ciemno. Bo już nie chcę dłużej tak. Może być gdziekolwiek. Byle bez wilgoci. Byle razem. Byle w Londynie.

Publicités

2 réflexions sur “London calling.

  1. Nawet nie wiem, od czego zacząć komentarz… I wspólne świętowanie, i jedna pyszna tarta dla nas, i o żonatym partnerze to żadne żarty, a naga rzeczywistość ;), i ten biały sweter – widziałam!, i jazda na piętrze doubledeckera – moje marzenie, i nasze pierwsze spotkanie, i smutek, bo wyjedziesz, i radość, że będziesz szczęśliwa… ♡♡♡

    Aimé par 1 personne

  2. Bash pierwszy raz czytam tę notkę! I mimo, że jakże dalekie są mi rozterki w niej opisane, uwodzisz mnie swoim lekkim piórem do tego stopnia, że czytając te słowa też idę po parkach jesiennych, i czuję zapach pomarańczowych liści i widzę Ciebie w jakimś zielonym szalu ( takim grubym i mocno szmaragdowym) na ulicach Bratysławy, w której przecież nigdy nie byłam!

    Aimé par 1 personne

Laisser un commentaire

Entrez vos coordonnées ci-dessous ou cliquez sur une icône pour vous connecter:

Logo WordPress.com

Vous commentez à l'aide de votre compte WordPress.com. Déconnexion /  Changer )

Photo Google+

Vous commentez à l'aide de votre compte Google+. Déconnexion /  Changer )

Image Twitter

Vous commentez à l'aide de votre compte Twitter. Déconnexion /  Changer )

Photo Facebook

Vous commentez à l'aide de votre compte Facebook. Déconnexion /  Changer )

w

Connexion à %s